Oficjalna Strona Ernesta Brylla




Co o bigosie pisać?

Co o bigosie pisać narodowym?
Że ciężkie sny przynosi…
Stare zmory,
które Piast palcem swym kołodziejowym
z gardła wyrzucał, które naród chory
przez tysiąc lat wyrzygać nie umiał, znów cisną,
- Bo odpaśliśmy boki. Bo nad Wisłą
prawie nie cuchnie trupem.
Ergo – żywot
musi się odąć. Jakby w nim na gromy
walczyły bogi olimpijskie. Ckliwo
musi być w gardłach. Z tego jęzor chromy
bełkocąc tworzy wolność tak prawdziwą:
- że jeśli ktoś nie pojmie – godzien inkwizycji
i do swobody przez szarże policji
jest zagoniony…
Co więc o bigosie
o długich nocnych zmorach rodaków?
Że jawa
może być u nas tylko, kiedy krwawa
smuga przez rzekę spłynie. Że tylko w pogoni
jak zwierzę, które życia swego broni
idziemy zrzucić trucizny defilad,
przemówień tępych, mysich spisków, przypraw,
od których trzysta lat temu odwykła
europejska chytrość kuchenna.

 



 

List czytelniczki z 5 kwietnia 2003

 

Szanowny Panie Erneście,

Bardzo podoba mi się koncepcja Pana strony, a zwłaszcza fakt, że każdy kto zechce może z Panem porozmawiać albo podyskutować na różne tematy.

Jestem uczennicą LO w Dęblinie i w ten wtorek mam lekcję polskiego, na której przez całą godzinę mam o Panu opowiadać i analizować Pana wiersze. Przygotowania idą mi dobrze tylko mam jeden problem: nie mogę sobie poradzić z jednym z pana wierszy „co o bigosie pisać narodowym”, czy mógłby Pan trochę rozjaśnić mi interpretację tego wiersza, ponieważ szukałam już wszędzie i nigdzie nic nie mogę znaleźć. Czy mógłby Pan przedstawić pokrótce motywy Pana twórczości oraz inspiracje.

 

Z góry dziękuję za pomoc

Ilona Eliza Kawiak

 

Co o bigosie pisać… Ano. Byłem w tych latach (65-67) pod wielkim wpływem Potockiego. Bo i czas był podobnie marny. W Polsce szalała coraz to groźniejsza powódź głupoty. I w tomiku Zapiski, wydanym w 70 roku, zebrały się wiersze: August, O czymże myśli Polska, Jak przeżyć w tej Monachomachii, Ojcowie nasi z gęby wodę leją, Ta sina gardziel brechty, Półprawdy wypasane na naszych lewadach… Same tytuły już mówią jak nasz kraj i siebie widziałem. Siebie też, bo nie umiałem i dalej nie potrafię opisywać dzikości naszych obyczajów politycznych i „intelektualnych” niejako z boku. Zbyt łatwo mówi się „oni” o szaleńcach społecznych a przecież i my ich wybraliśmy. No, w tamtych czasach istniała przynajmniej wymówka. Parlamentarne wybory były fikcją, więc choć tyle winy przymusowi wyborcy wtedy nie ponosili. Dziś?…

Czemu mówię dziś? Kiedy wiersz pisałem kiedyś. Bo mimo wielu zmian jak i ta, że na żadnych zaborców winy zwalić nie możemy, w naszej wolnej przecie Rzeczypospolitej wiersze te nabierają złej aktualności. Tak jak i wiersze Potockiego, choć pisane przed setkami lat, ciągle i ciągle są aktualną satyrą.

Bigos narodowy. I bigos – potrawa groźna, ciężka i też przenośnia, bo bigos to zmieszanie wszystkiego i też bigosowanie na sejmikach. Stąd „stare zmory”. Jakie? Ano, pani Elizo, proszę spojrzeć już nie w historię literatury a w otaczające życie. Nie myśleć o literaturze, że analizujemy ją tylko dla lekcji polskiego w szkole. Ale dla lekcji Polski. Ale żeby było i o związkach, i nawiązaniach to proszę się zastanowić: czemu młody wtedy poeta szukał po gorzkich wierszach jednego z najbardziej zakochanych w Polsce i jednego z najbardziej rozpaczliwie przeczuwających jej umieranie, jakim był Potocki. Umieranie, bo zaczynał się czas kiedy to nasza wielka Rzeczypospolita powoli stawała się organizmem zbędnym w „zegarze Europy” i poeci przeczuwali, że ten mechanizm będzie działał i bez niej. I działał.

Stąd przypomnienia „Piasta”, symbolicznego, który głupstwa z gardła wyrzucał przymusem.
Stąd choć, jak pisałem, mówi się, że jest w ogóle dobrze, bo „odpaśliśmy żywot” (dwojakie znaczenie słowa: życie i brzucho) i dostaliśmy wolność- jakoś tej niby swobody (pisałem o czasach kiedy trudno było swoje głosić) nie rozumiemy. I co się stanie…

To do „swobody” przez szarże policji będziemy zagonieni.

A czemu tylko uciekając możemy zrzucić, czyli jak zwierzę umykające – zwymiotować, trucizny defilad, przemówień tępych? No, bo jak zwierzę umykające przed śmiertelnym wrogiem, nagle zaczynamy (tak było wiele razy) coś rozumieć. Odrzucić z naszej diety te „przyprawy”, które (jak pisałem wtedy) trzysta lat były już w kuchni europejskiej zaniechane.

A więc nie jest to wiersz o kuchni staropolskiej ino. Żeby go lepiej zrozumieć warto sięgnąć do wiersza„Mtacminda”. Długo upychałem go w różnych tomikach, bo napisany został w latach 65. Ciągle go usuwano. Bo przerzucał, jak myślę, ocenę świata, w którym żyliśmy, na całe ówczesne imperium. Mtacminda, to święta góra w Gruzji. Tam właśnie zobaczyłem wiersz…

Ale proszę, dokonując historycznych analiz, pamiętać o kontekście dziejowym tych wierszy. O tym, że czytelnicy umieli jeszcze wtedy słuchać takich metaforycznych opisów rzeczywistości. Pewno lepiej niż dziś, bo uniesieni przekonaniem, żeśmy wolni i niepodlegli, nie czujemy jak bardzo te wszystkie ciemne wiersze poezji polskiej są dalej aktualne. Wierzymy, że w zegarze świata kółko nasze ma się silnie. Jest potrzebne i głupota nas nie zabije. W świecie były bowiem okresy wielkiej głupoty i w Hiszpanii, i we Francji, i w Imperium Brytyjskim, i w Rosji, i jakoś te państwa ciągle istniały. Tylko nas los pokarał i zapłaciliśmy utratą ojczyzny w czasie rozbiorów. Ale jednak kółko znów zostało wstawione. Kręci się, więc marne są przepowiednie czarnowidza poety, który ciągle słucha jak ten zegar bez naszego trybiku cykać może.

I kracze, że dla nas los tak, po rozbiorach, zrządził iż pięć minut głupoty gubi Polskę.

 

Ernest Bryll