Oficjalna Strona Ernesta Brylla




Archiwum z miesiąca Kwiecień, 2001



List z 13 Kwietnia 2001- Głos Latarnika

13 kwietnia, 2001
Kategorie wpisu: Listy od czytelników

Głos Latarnika


Wielce Szanowny Panie Erneście,

Dzięki wywiadowi z Panem, opublikowanemu w internetowym wydaniu Rzeczpospolitej, dowiedziałem się o istnieniu Pańskiej strony w cyberprzestrzeni. Od razu też do niej zajrzałem i z przyjemnością odnalazłem w niej utwory tak bardzo pasujące do sytuacji oczekiwania, oczekiwania na przyjście Pana, oczekiwania na cud… Bo też wnosząc z tonu Pańskiego wywiadu wydaje się, że tylko cud może pomóc naszemu w dziwny sposób „oszołomionemu” społeczeństwu.

Kiedyś wszystko wydawało się prostsze: „my” kontra „oni”. Było oczekiwanie – a zatem i nadzieja – że jak się ten „dom niewoli” rozpadnie to nastąpi dla nas raj na Ziemi. Tak się jednak nie stało: wymieszano „nas” z „onymi”, dobro ze złem, powstały hańbiące wręcz nas postawy moralne – te różne „… pierwszy milion trzeba ukraść…”, „…jestem za a nawet przeciw…”, „…odpieprzcie się od Generała…” – te różne „grube kreski” na różnych poziomach życia. Odebrano nadzieję…. Spowodowało to zanik drogowskazów moralnych na ścieżkach naszego życia.


Obserwuję bieżące sprawy Polaków jakby nieco z oddali – mieszkam w Toronto w Kanadzie – i z przerażeniem zauważam nieuczciwość i brak dojrzałości tzw. elit w naszym Kraju. Zapewne bywając wielokrotnie przez czas dłuższy za granicami zdążył już Pan utracić tę naiwną wiarę w uczciwość społeczeństw Zachodu, szczególnie tych co bardziej rządzonych przez tzw. business community, i w to, że szczęście spłynie na nas głaskanych niewidzialną ręką wolnego rynku.


Ale ja chyba za bardzo się rozgadałem o sprawach politycznych, bieżących, jakby nie „poetyckich”. Chociaż, wydaje mi się, nieobca jest Panu rozmowa z czytelnikiem lub widzem na tematy zasadnicze i aktualne.


To jakby mi utkwiło w pamięci z lat moich licealnych (końcówka lat 60) kiedy to kilkakrotnie całą klasą biegaliśmy we Wrocławiu do Teatru Polskiego na spektakle Rzeczy Listopadowej w reżyserii Skuszanki. Piszę „biegaliśmy” z kilku powodów:


- powód pierwszy: nasz Polonista zaliczył Pana wówczas do panteonu wieszczów narodowych – po trzech naszych wielkich dziewiętnastowiecznych (tym trzecim był Norwid a nie hrabia Krasiński) i bohaterskim Krzysztofie Kamilu, powstańcu warszawskim. Trudno wymarzyć sobie lepszą rekomendację – na młodych, gorących ludzi działało to jak narkotyk..
- powód drugi: zamiast nudnych klasówek czy zadań domowych pisaliśmy w ramach języka polskiego recenzje teatralne co stało się nawet przedmiotem nieoficjalnego klasowego współzawodnictwa między kolegami. Aby móc „zabłysnąć” trzeba było dobrze poznać niuanse treści i inscenizacji. I choć większość z nas wybrała później nauki ściśle to z przyjemnością wspominamy te zażarte dyskusje.


Potem, w latach siedemdziesiątych poczułem się trochę jakby ten Wieszcz wylał mi kubeł zimnej wody za kołnierz – jak to: Wieszcz w roli reżymowego urzędnika w polskim Londynie… I przyszedł czas Solidarności, czas który jakby zaczął przywracać twarze i imiona ludziom…


Pomimo upływu lat wierzę jednak intuicji mojego Polonisty – i mam nadzieję na to, że Wieszcz jeszcze nie raz mocno podłubie w sumieniu polskich zjadaczy chleba, że to odbije się mocnym echem i że w końcu tychże zjadaczy chleba przerobi…


Noblesse oblige!


Jest wielkim zaszczytem dla mnie możliwość podzielenia się z Panem tymi kilkoma myślami a ponieważ piszę ten list niemal już w Wielki Czwartek więc proszę przyjąć ode mnie najlepsze życzenia zdrowia i pomyślności oraz wielu sukcesów w użyźnianiu gleby narodowej.


Z poważaniem
Andrzej Sikorski, Toronto, Kanada

P.S. Przepraszam bardzo za brak „ogonków” przy niektórych literach (mój komputer jest mało inteligentny i nie zna polskiego – jak zresztą większość Amerykanów, dla których języki obce są obce) i znaczenie niektórych słów trzeba sobie „dośpiewać”.


Szanowny Panie,

Dziękuję za list. Dał mi dużo do myślenia. Pewnie gdy będę wspominał w zapiskach czas premiery Rzeczy Listopadowej we Wrocławiu  to do wielu spraw wrócę. Do moich błędów i niesłusznych mniemań też.
A „ogonkami” proszę się nie martwić, żona poprawiła.
E.B.

 

List z 11 kwietnia 2001-od pani Marii

11 kwietnia, 2001
Kategorie wpisu: Listy od czytelników

podziękowania

 

Szanowny Panie Erneście!

 

Ma Pan takie piękne wiersze, takie piękne. I pomyśleć, że pewnie nie kupiłabym „Kubka tajemnego”, gdyby nie Pańska strona internetowa i gdybym przypadkowo nie usłyszała Pańskiego głosu dobiegającego z telewizora, że założył Pan tę stronę i że lubi Pan czytać. Pomyślałam, że może przy okazji skonsultuję wiersze, które pisze mój nastoletni syn. To koszmar dla twórcy – przesyłane utwory, ale matka Grzegorza Turnaua dobrze zrobiła, że swego syna poleciła Piotrowi Skrzyneckiemu. Do dziś nie zdecydowałam się na tę śmiałość, ale za to „uzależniłam się” od Państwa strony.

Pamiętam „Na szkle malowane” w Teatrze Słowackiego tu w Krakowie, teksty umieliśmy na pamięć, mam stare zbiorki innych utworów. Od kilku lat jednak znacznie rzadziej kupuję poezje. Wciągnęły mnie inne książki, wir pracy. A więc chwała internetowi i nawet TV. To zasługa możliwości komunikacji. Być może mój odbiór do czegoś się Państwu przyda: czytanie wierszy w tomiku różni się trochę od czytania wiersza na ekranie – i to wiersza na trzydziesty dzień marca! Mam wrażenie, jakbym słuchała mówionych do mnie słów.

Jeśli więc, Panie Erneście, ceni Pan sobie rozmowę, to właśnie tak się tego doświadcza. Jak osobistej rozmowy. To tak, jakby być zaproszonym do Państwa na herbatkę zupełnie bez wyrzutów sumienia, że się czas zabiera albo nudzi gospodarzy.

Sądząc po korespondencji więcej jest osób, którym jest miła i potrzebna Państwa strona. Bez poezji, mądrości i serdeczności trudno żyć.

Życzę więc Państwu takiego rozprzestrzeniania się Państwa twórczości, jak łatwo rozprzestrzenia się internet.

Wesołych i zdrowych Świąt!

Maria Stanisławiak

Droga Pani Mario,

Bardzo dziękuję za list. Kiedy zaczynałem moje „nadawanie” przez internet nie byłem pewny czy rzeczywiście jest, tak jak sądzę, z dochodzeniem poezji do czytelnika. Ale coraz więcej mam sygnałów, że może w ten sposób nawiążę ten ciągle zrywany kontakt z tymi, którzy chcą czytać poezje.

Jasne, internet nie wystarczy. To tylko sposób powiadomienia. Ale bez powiadomienia nie ma tego, co lubią wszyscy, kiedy spotykają się z wierszem. Chwili gdy go czytamy.

A jeśli ten internet daje jeszcze wrażenie, że mogą Państwo wpaść do naszego domu na chwilę rozmowy – no to właśnie o to nam szło.
I przepraszam, że herbatka mojej poezji, pewno nie jest z najdoskonalszych listków zbieranych z krzewów, co rosną wysoko ponoć tuż pod Himalajami. Może ma więcej domieszki z mięty, lubczyku, jerzyny a i kto wie, trochę przedestylowanego owocu kartofli (tak dawniej pisano); ale staramy się ją podawać w kubku czasem tajemnym.
Wraz z cała rodziną mą, jajkiem się z Panią dzielę. Niech choć chwilę brykać będziemy jako niewinne baranki na lewadach nadziei.

Ernest Bryll

 

Listy z 2 kwietnia 2001- znów o Jaworze

2 kwietnia, 2001
Kategorie wpisu: Listy od czytelników

Dzięki za tak wyczerpującą odpowiedź. Jestem zaszczycony! Cieszę się, że pisze Pan o Katowicach, o osiedlu Tysiąclecia. Znam te strony. Mieszkam tutaj. Ale nie o tym chciałbym Panu pisać. Dwa stwierdzenia w Pańskiej odpowiedzi zaintrygowały mnie i stąd postanowiłem odpisać. Pyta Pan o odbiór pieśni o Jaworze. Dalej pisze Pan, że jest inaczej a jednak czasami tak samo ciężko. Nie wiem jak inni odbierają owego Jawora. Ja bardzo osobiście. Każdy z nas chciałby zasadzić kiedyś swoje drzewo, zasadza je w momencie narodzin, później rosną gałęzie, konary. Niektóre usychają, inne zaś kwitną przez całe życie. Czasem niektórzy ludzie-jawory nie dojrzewają. Niektóre są piękne przez całe swe życie. Każdy również marzy gdzieś tam w głębi by wrócić do tego „jawora” z początku swojego życia, szczególnie gdy się życie zbliża ku końcowi. Ja czytam ten wiersz przez pryzmat swej egzystencji, oprócz tego wywołuje i przywołuje on (wiersz) mnóstwo wspomnień z etapów własnego życia. Dziś jest równie ciężko niż było wtedy, lecz dziś biegamy szybciej, bardziej nieoczekiwanie, zaskakujemy samych siebie, a wiersz ten jest takim STOP w gonitwie za… czasem sami nie wiemy dokąd biegniemy. Gdy słucham Pański wiersz w wykonaniu Michała Bajora (pewnie interpretacja Pani Danuty Rinn jest również fantastyczna) zatrzymuję się w pędzie „dzisiaj” za „jutrem” i mam wtedy chwilę aby pomyśleć nad tym co i po co robię cokolwiek. Serdecznie dziękuję Panu za ten wiersz. Naprawdę dziękuję!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

 

Przepraszam, że pozwoliłem sobie tak dużo napisać do Pana.

 

Wierny Katowiczanin.

Dziękuję. To ciekawe, jak nagle wiersz czy piosenka żyje nowym życiem i nowym znaczeniem. Niby innym, niż w czasie kiedy była pisana. Ale czy innym? Ostatecznie ciągle szukamy tego samego. Chwili wolności, kiedy można zastanowić się gdzie i po co biegniemy. A może gdzie i po co rzeczywistość nas goni.

 

E.B.


 

Szanowny Panie,

dziękuję za miłe życzenia, jakie złożył Pan w mojej książce po kameralnym spotkaniu w Klasztorze O. Dominikanów w Lublinie. Wciąż żywię nadzieję na to, iż spotkamy się kiedyś ponownie, aby – tym już razem – porozmawiać o współczesnej Irlandii, jej kłopotach i sukcesach. Myślę sobie, że dobrą ku temu okazją będzie praca magisterska o której Panu wspominałem, a która dotyczy gospodarki Irlandii po II Wojnie Światowej (do współczesności).
Życzę zdrowia i podobnych, udanych spotkań z wielbicielami Pańskiej poezji i Szmaragdowej Wyspy.

Krzysztof Jukowski

Spotkanie w Lublinie, rzeczywiście okazało się ciekawym. Bo i ja wiele się dowiedziałem. A na pracę o Irlandii czekam z niecierpliwością. Kto wie, że Irlandia nagle weszła do rodziny najbogatszych krajów Europy pyta mnie, jak to się stało? Niby wiem jak, a naprawdę jest to tajemniczy sukces. Składa się na niego irlandzka umiejętność korzystania z okazji jakie dała temu krajowi gospodarka Unii Europejskiej. Takoż umiejętność ściągania do siebie kapitałów i zagranicznych inwestycji… A też… Wiele jest powodów. A w Polsce, pytamy, bo przecież strasznie jest ważne aby gospodarkę kraju pchnąć do przodu. Aby umieć rozegrać swoją szansę, kiedy ewentualnie spotkamy się z Unią. Ale w czym jesteśmy podobni do Irlandii a w czym inni? Na pewno nie jest to magiczne zaklęcie, które znają Irlandczycy i abyśmy tylko je poznali to i przed nami otworzy się skarb sezamu. Zaklęcia takiego nie ma. Ale, może przez zrozumienie specyfiki kultury irlandzkiej, może przez wiedzę o poezji tego kraju, czegoś dowiemy się o sobie. Czekam na Pana pracę magisterską. Nawet liczby, a pewno będzie ich tam pełno, bardziej mnie zaciekawiają niż przerażają.

Ernest Bryll