Poprzedni wiersz
Następny wiersz

I unieśli się z chrypieniem modleniem
Jeszcze trochę , jeszcze ciut nad ziemię
Przykurczeni – bo straszne ciśnienie
Gdy nawet o milimetr
Unosisz swoje imię

Ale za to wieczności próg
Za wysoki dawniej dla nóg
Był niżej . A światło już liże

Cieniutką pod drzwiami szczelinę
Cóż , jak zawsze , ktoś zgubił imię
Prawdziwe niezmiennie codzienne
I znowu dla nich ciemność
Bo spadają

Światło ginie. Przygasło
Ale się twardo trzymają
Niełatwo lecieć i kasłać

Preferencje plików cookies

Niezbędne

Niezbędne
Niezbędne pliki cookie są absolutnie niezbędne do prawidłowego funkcjonowania strony. Te pliki cookie zapewniają działanie podstawowych funkcji i zabezpieczeń witryny. Anonimowo.