Oficjalna Strona Ernesta Brylla




List z 17 marca 2001-z Teatru w Częstochowie

17 marca, 2001
Kategorie wpisu: Listy od czytelników

Kochany Autorze „SZKŁA MALOWANEGO”.
  
Jak fantastycznie, że do Autora tej śpiewogry można napisać list. Krótko postaram się zdać relację ze spektakli ostatnio granych.
W Teatrze im. A.Mickiewicza w Częstochowie graliśmy ku radości widowni, która zapełniła mi Teatr. Nie znających naszych koligacji z AUTOREM „SZKŁA” pragnę poinformować, że ten list jest od grającej w tym spektaklu aktorki.
  
Mam wielką radość, gdy mogę napisać, że była fantastyczna widownia, że grający w tym spektaklu aktorzy i aktorki mają swoją publiczność i fanów. Jeden jest szczególnie fantastyczny. Ma 9 lat. Jest na każdym spektaklu w garniturze i krawacie. Po spektaklu przychodzi do mnie do garderoby i śpiewa od początku do końca piosenki ze spektaklu. W koleżankach – aktorkach kochają się Panowie a w kolegach – aktorach Panie. To jest cudowne. W poprzednim tygodniu graliśmy w Gliwicach. Nasz 9-letni Fan płacząc „przepraszał”, że nie będzie Go w Gliwicach ale ma 40 stopni gorączki. I jak nie kochać takiego młodego mężczyzny?
  
A w Gliwicach podczas „Miłosnego śpiewania” ludzie trzymali się za ręce. Potrzebujemy Kochany Autorze SZKŁA miłości. Ty dajesz ją ludziom poprzez to co piszesz !!!
  
I pisz dużo, a ja będę pielęgnowała „Na szkle malowane” bo obecność na spektaklu 9-letniego Fana-Jacka jest bardzo zobowiązująca. Pozdrawia Autora i aktorka z tego przedstawienia i urzędnik bo wicedyrektorem Teatru też trzeba być.
  
Małgorzata Wójcik.
  

Kochani, dziękuję za list. Ukłony dla małego fana. Nie on pierwszy, choć chyba najmłodszy. W Warszawie był człowiek, który siedemdziesiąt kilka razy przychodził na sztukę. Tak po prawdzie, nigdy nie wiem, jak to się stało, że ta sztuka jakby uciekła z półki na sztuki teatralne i stała się zagadnieniem socjologicznym. Kiedy ją oglądam, jakbym to nie ja napisał. Choć napisałem, klnę się, w pocie czoła. No, nie przesadzajmy, pisało mi się ją z niezwykłą radością. Przyjdzie czas w moich wspomnieniach, kiedy opiszę i ten moment gdy nie wiadomo dlaczego zacząłem ją pisać. Jak potem zaczynała zdobywać sceny polskie i zagraniczne.
  
Geografia oddziaływania tej sztuki to obszary na południe od Polski. Do dziś grają ją ciągle na Słowacji. Byłem, widziałem któreś tam setne przedstawienie. Wiecie gdzie? W dolinie górskiej w wielkim amfiteatrze w Bańskiej Bystrzycy. Przyszło tam około dwadzieścia tysięcy widzów.
Przedstawiono mnie. Klaskali, ale czułem – oni, Słowacy, myślą, że znalazłem tekst tej sztuki w jakiejś dziupli po zbójnikach, przełożyłem ze starosłowackiego dialektu na polski a oni teraz muszą tę opowieść o ich Janosiku oglądać w potwornym przekładzie.
  
Tako i w Czechach. Teraz po rozwodzie ze Słowacją, mój zbójnik, nie może bytować w Tatrach. Wedle nowych granic zbujuje na bukowinie Beskidu Śląskiego. Tak przynajmniej wyszło, wedle nowego znakomitego przekładu Jaromira Nohavicy (strasznie to w Czechach popularny człowiek) i tako grają w Pradze oraz w Moście.
  
A wy kochani, gracie też cudownie! I strasznie się z waszej częstochowskiej inscenizacji cieszę. Wielka to zasługa Krysi Jandy, ale i aktorów teatru, i Anioła niemała, i niech wam będzie miło, że macie coraz więcej wielbicieli.
  
Ernest Bryll czyli Zbój Grubawy oraz Brodaty




« « Poprzedni:Listy z 7 marca 2001-od pani Barbary Beuth i ojca Leona Pokorskiego Następny:List z 28 Marca 2001-o Jaworze rodzinnym » »



Zostaw Komentarz

*Wymagane pola