Oficjalna Strona Ernesta Brylla




Wiersze na dni Zaduszne

2 listopada, 2011
Kategorie wpisu: Wiersze


Na wyspy


Na wyspy Blasket zagnały mnie wspomnienia

Żebym widział.

Nie do uwierzenia: Po ciemnym niebie

Gdzie wszystkie wiatry sprzeczne

Lecą dusze umarłych we wieczność

Niby ptak

Tylko jak? Nawet ptak

W tym niebie-kim jest nie wie

 

Wołamy do nich, choć nic nie widać

Nie wiadomo, czy im się to przyda?

Nad burą wyspą niech ląd będzie bliski

Niebu- bo tego im trzeba

 

I zobaczymy dusze, ktore burzą niską

Przyciśnięte były aż do morza

Jak ulatują w przestworza

 

Strzepują z wody skrzydeł słone lotki

Kropla spadła. Jej smak taki słodki

 

 

 

Wedle Irlandzkiej legendy, wszystkie dusze przelatują nad wyspami Blasket

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Borem, lasem

 

Nie dość, że borem- jeszcze muszą lasem

Wędrować ojcowie nasi

Nie dość, że na nich płaszcze nie blakują

To głód śmiertelny czują

 

On nie do zasypania- choć tłustym jedzeniem

Nie do ugaszenia, chociaż fundujemy

Światełko za światełkiem jak gorzałki kielich

Wszystko łykają w marszu

-Muszą tak, czy chcieli?

 

Bliziutko idą. Nagle nie wiadomo,

Czemu co chwila ktoś zbywa nam z domu

Było przy stole ciasno, aż trudno ruszyć łyżką

Byliśmy jak sklejeni. Teraz nam nie blisko

 

A najgorsze- W ucho nam terkocą

Jak to gdzieś za borem i lasem

Nasi idą przez zaprzeszłe czasy

Nocą

 

-Dosyć tego-

Z nienawiścią

Cieniom ojców gęby zatykamy

-Zamknijcie się. Dajcie pomyśleć…

Ale cienie muskularne. Z nami marniej

 

Nie dasz im rady. Nie zamkniesz ględzenia

Więc zmykamy w zdrady, otępienia

 

 

 

Dalej to

 

A nam, którzy niejedno zdradzili

Daj czas, Boże, byśmy tyle pożyli

Aż najem się po uszy wstydu

 

Dziś jak widać tego nie widać

W miłej stołówce naszej

Żeby siebie ktoś się przestraszył

I jedną łzą popił nagle

Co mu stanęło w gardle

 

Tu, choćbyś krwią się zakrztusił

Przeżuwamy. Nikt nic więcej nie musi

 

Więc nie muszę

Na moim talerzu

Dalej to śmierdząc leży

 

Więc uciekam na przyjęcia wytworne

Co śmierdziało- tutaj czeka- pokorne

Migam się, migam- Boże

 

Nie warto

I tak kiedyś podejdzie pod gardło.

 

 

 

x x x

 

U nas żyć nie umierać. Aby nie chorować

Bo ojczyzna na to niegotowa

Chociaż już przyjazna- trzeba przyznać

Zawsze dla tych, co ważni

Odważna Ojczyzna

 

Ale powolutku, może troszkę w smutku

I mniej ważni- bardzo poważnie

Zaczną udawać jak to gonią radość

Ja już niestety zbyt słabo

Ale reszta biegnie- do skutku

 

Taki kurz, aż zanikają

Ciągle dalej: Żyć, nie umierać!

A tym, co nie nadążają

Śmierć po życiu nie bardzo doskwiera

-Czy się boją?- Raczej się strachają

Sami siebie w tym, co dziś mają

 

Bo „jak się masz” to kłaniaj się życiu

Nie masz nic, to się trzymaj zdrowo

Tu się nie żyje chorobą

Bardzo złości każda chwilka słabości

Nie oglądaj się za samym sobą

 

 

 

Prasowanie

 

Uśmiechają się przez sen przyjaciele

Do mnie. Ja uśmiecham się do nich

To tak niewiele. Ale to nas obroni

Przed złym czasem, kiedy snu grymasy

Bardzo boleśnie ścinają twarze

 

Bo cierpimy, choć śnimy, co się nie wydarzy

A już się wydarzyło. Tak to jest, człowieku

Nie wyjdziesz na brzeg z ciemnej rzeki

 

Ale ta chwilka uśmiechu czasami

Jest jak pochylone drzewo nad wodami

Można ją złapać. Można się wdrapać

Po gałęziach na brzeg obudzenia

Uratowany. Mokry od spocenia

Cała pościel jest do wyrzucenia.

 

Niestety, jesteś średnio ubogi

Albo niedobogaty. Więc coś trzeba zrobić

 

Wrzucam do pralki zmięte pościelenie

Potem prasuję, długo i sumiennie

Wygładzam po zapomnienie

 

 




« « Poprzedni:Srebrne Dzwony Teatru N.O.R.A Następny:Koncert z Carrantuohill w Poznaniu » »



Zostaw Komentarz

*Wymagane pola