Oficjalna Strona Ernesta Brylla




Wpisy w kategorii: Wybrane wiersze



Lekcja Poetyki

4 kwietnia, 2011
Kategorie wpisu: Wybrane wiersze

- Co słychać? – pytasz… Ten puka, ten skrobie
albo krzepko brzmi w trzcinie. Z tego musisz sobie
ulepić cały parlament i słuchać
Dysput królewskich…
Dojść, że i można przeciw słodko gruchać
zarazem wolnym być i w mankiet buchać
że… Tak igramy z faktów nikłym pierzem
Wnuki Modrzewskich…

A najważniejsze łapką przybierać i wierzyć
że od rąbania myszek grube wieże
– jak to nam w bajkach prawią – niejedno
Carstwo upadło…
Więc siedzieć, śniedzieć i śledzić, jak biegną
zielone cienie pleśni, jak się co dzień lini
w rymach odyma i przymilnie ślini
strzępek języka polskiego – gdzie zległo
Poezji padło.

Lekcja polskiego- Słowacki

4 kwietnia, 2011
Kategorie wpisu: Wybrane wiersze
Zbyt wielu szło pod wodę. Tych z pierwszych okrętów.
co skrzydłem zagarniały każdy wiatr, i z łódek
walących rytmy wiosłem, posklejanym w domu,
jak wiejski cieśla zdarzył – aby tylko tonąć.
umiały i z bulgotem zejść w pobojowisko
między padlinę wraków. Tam co dzień nurkują
nauczyciele – skrobać szkielety – by wszystko,
jak wierzą, o ojczyźnie dobyć za perłę.
A ona
- ojczyzna nasza – także przez cieślę sklecona,
niezdarna w swych granicach jak niezwrotny korab,
kołysząca się nazbyt i jak zawsze chora
czeka tych, co potrafią płynąć, zabić – nie mdlejących
u progu sypialni carskiej.
- Choćby jak Anglicy,
co zabijali, a my zawsze dzicy
naprzeciw nich, bo zwierząt nie kochamy.
Cieśla,
co się jak nasz kołodziej okrutnie napocił,
nim wyrzezał ten korab i do kupy sknocił,
nie ma serca dla zwierząt. To źle. Psa szczekanie
do obcych uszu bystrzej goni niźli bulgotanie
tonących…

Mtacminda

4 kwietnia, 2011
Kategorie wpisu: Wybrane wiersze

Tam właśnie – pijąc wino – zobaczyłem
śmierć mej ojczyzny:
Wszystko, co najlepsze
skwaśnieje z nagła w tak bardzo banalne
takie skarlałe i prowincjonalne
że nie utrzyma się na wielkim wietrze
jaki przez ziemię chlusta…
Gdzieś tam w etnografii
pozostaniemy, gdzieś tam po słownikach
zasuszą listek naszego języka.
– Jakiś tam znawca na pewno potrafi
wygrzebać potem spośród kłębowiska
– krew oskrobując uczonym pazurem -
na wpół umarłe tętno.
Może wesz naiska
– jedną z tych, co oblazły naszą Świętą Górę.
I to już będzie wszystko…

 

*Mtacminda – święta góra w Gruzji.

Co o Bigosie pisać

4 kwietnia, 2011
Kategorie wpisu: Wybrane wiersze
Co o bigosie pisać narodowym?

Że ciężkie sny przynosi…

Stare zmory,

które Piast palcem swym kołodziejowym

z gardła wyrzucał, które naród chory

przez tysiąc lat wyrzygać nie umiał, znów cisną,

- Bo odpaśliśmy boki. Bo nad Wisłą

prawie nie cuchnie trupem.

Ergo – żywot

musi się odąć. Jakby w nim na gromy

walczyły bogi olimpijskie. Ckliwo

musi być w gardłach. Z tego jęzor chromy

bełkocąc tworzy wolność tak prawdziwą:

- że jeśli ktoś nie pojmie – godzien inkwizycji

i do swobody przez szarże policji

jest zagoniony…

Co więc o bigosie

o długich nocnych zmorach rodaków?

Że jawa

może być u nas tylko, kiedy krwawa

smuga przez rzekę spłynie. Że tylko w pogoni

jak zwierzę, które życia swego broni

idziemy zrzucić trucizny defilad,

przemówień tępych, mysich spisków, przypraw,

od których trzysta lat temu odwykła

europejska chytrość kuchenna.

O Ikarze po raz drugi

4 kwietnia, 2011
Kategorie wpisu: Wybrane wiersze

O Ikarze po raz drugi

A Ikar jednak leci. Choć nie tam gdzie marzył
I pod ciężarem morza płetwy w skrzydła zmienia
Musi nauczyć się prawa ciążenia
Sparzył się. Poszedł na dno. I kto wie jak marzy?

Zapadł się. Nikt nie słyszy gdzie jest, a on leci
Bardzo poziomo bo na skrzydłach krecich
Śladu zostawia tyle co korniki
A czym jest robak-kornik? Póki co jest nikim
Kołatką opukuje światy bezboleśnie
Jest jak myśl. Ból czujemy niejasno jak we śnie
Ale kołatek kuje. Kret ryje. I płynie
Ryba skrzydlata w kamiennej głębinie
Pod sercem ludzi…
W ptaka nagle się przewinie
Z ptaka przemienia w marzenia Ikara

A jednak leci
Jak twarda jest wiara
Skrzydeł lepionych z wosku
Piór.
Okrawka śmieci

Wciąż o Ikarach głoszą…

4 kwietnia, 2011
Kategorie wpisu: Wybrane wiersze

Wciąż o Ikarach głoszą – choć doleciał Dedal,
jakby to nikłe pierze skrzydłem uronione
chuda chłopięca noga zadarta do nieba
– znaczyła wszystko. Jakby na obronę
dano nam tyle męstwa, co je ćmy gromadą
skwiercząc u lampy objawiają…
– Jeśli
poznawszy miękkość wosku umiemy dopadać
wybranych brzegów – mijają nas w pieśni.
Tak jak mijają chłopa albo mu się dziwią,
że nie patrzy w Ikary…
Breughel, co osiwiał
pojmując ludzi, oczy im odwracał
od podniebnych dramatów. Wiedział, że nie gapić
trzeba się nam w Ikary, nie upadkiem smucić
– choćby najwyższy…
– A swoje ucapić.
– Czy Dedal, by ratować Ikara, powrócił?

Wanna, której nigdy nie zaznam

4 kwietnia, 2011
Kategorie wpisu: Wybrane wiersze

 

– Ma ona łagodną trwałość.
Cierpką wklęsłość o wysmukłym połysku
wymarzam niskim wieczorem
w spoconej muszli szezlongu…

– Ma ona spokojny chłód.
Codziennie czuję jej bliskość
wkręcony w kłujący warkot,
w kurzu nie moich domów.

 

– Sama w sobie jest niczym.
Ale kiedy zamknie się wokół nas
łupinami białości,
niebieskie cienie wody
spłyną po szarych dłoniach
brzęczeniem czerwcowych łąk.

– Ona podaje nam słodycz
naszej jędrnej nagości,
zapachem porannych koniczyn
nasyca dom jak mgłą.

 

W niej jest ciepło i czystość
bez ukradkowych podmywań,
co dzień dzwoniąca samotność,
szeroka dżungla ręczników,
luster przyjazna oślizgłość
szczotek pachnąca dobroć,
cud gazowego piecyka….

 

Oto jest wanna, której nigdy nie zaznam….

Śnił mi się Staszek Grochowiak

4 kwietnia, 2011
Kategorie wpisu: Wybrane wiersze

Śnił mi się Staszek – tak młodzieńczo chudy
Jakby mu w ziemi stęchła żółta opuchlizna
Pytałem go czy umarł naprawdę… On przyznał
Że jeszcze nie wie, jeszcze tego czeka
Jeszcze nie odszedł, choć stoi z daleka
Jeszcze musi po lasach niby wilk wędrować
I pokazywał zadrapania sine
– To z tego – mówił – że się w krzakach chowam…
Tak siedzieliśmy jedząc schabowy jak glinę
I pochlipując herbaty słomkowej
W pajęczo szarym bufecie dworcowym
Aż przyszedł pociąg…
Staszek się postarzał
Podniósł schlapane od błota bagaże
Chciałem mu pomóc, przeprosić… Tak mało
Powiedzieliśmy sobie
On na twarz pokazał
Na zadrapania, blizny, umęczone ciało

Które się przemieniało, ginęło, ciemniało.

Anioł niósł zwiastowanie

3 kwietnia, 2011
Kategorie wpisu: Wybrane wiersze

Anioł niósł zwiastowanie

Ciężko jak złoty kamień

Albo jak krwawy owoc

Płakał nad każdym słowem

 

Bo co miał powiedzić tej małej

Co bezradnie pod niebem uklękła

że tak straszna będzie dziecka męka

Co się właśnie zaczyna w jej krwi

że sam Bóg u wieczności drzwi

Czeka

Na Jej nie albo tak

 

Jaki dała przedwiecznemu znak

By mógł dotknąć jak człowiek człowieka

 

Trzy wiersze na Poniedziałek

29 marca, 2010
Kategorie wpisu: Wybrane wiersze

Wielu już umie chodzić po jeziorze…

 

Wielu już umie chodzić po jeziorze starym

I nie ma tajemnicy dla nich Genezaret

Żadnej głębi niestety

A więc piruety

Wyczyniają

I opadają

I skaczą w niebo potrójnym łamańcem

Jezioro stwardniało. Więc powszechne tańce

Nie zostawią na fali najmniejszego znaku

Jest plastikowo. Tak w sam raz dla ludu

A ludzie nieszczęśliwi. Ciągle pragną cudu

Chcą iść po nieznanej głębinie

I wierzyć

Tonąć

I krzyczeć

Jako Piotr – że ginie

Jeśli nie ma głębiny

Każdy jest nijaki

A chciałby być inny

Swoim imieniem nazwany

Kiedy mu rękę podano

Więc czekają na znaki

 

Chodzenie po wodzie

 

 

Rozmowa w branży

 

… znaleźli ponoć na dnie Genezaret

( Jezioro w Galilei) – jakąś łódkę starą

Stępkę stwardniałą. Parę desek. Mało

Żeby to nas poruszało

Mówią – nauczał stąd a przed nim cały ląd

Zapchany, jeden właził na głowę drugiego

Żeby się szybciej uczyć nauczania Jego..

A jak niżej ktoś łeb miał spłaszczony?

Widać słuchał z niedobrej strony

Wiadomość o łodzi wielce jest niepewna

Kupić nie kupić to drewno?

A jak deski prawdziwe? A jak echo szczere?

I pobożni turyści pojmą po co przyszli

Można zrobić świetny interes

 

Za stołem w gospodzie w E.

Zostań z nami

Dopiero teraz

Nie jesteśmy sami

Wino się otwiera

Do smaku zapomnianego

I chleb do tego

Właśnie siły nabiera

Zostań z nami

Bo jesteśmy spłakani

I ty zmęczony – przyznaj

Resztka opuchlizny

Na twojej twarzy sklęsła

Opijemy zwycięstwa

Skończył się krwawy zamęt

Zostań z nami

Bo sami

Nie umiemy już być ze sobą

Próbujemy – ale się nie składa

Kłamiemy sobie co dzień

Daj nam wiarę Panie

Aby zdrada

Nie zatruła wina w gospodzie