Oficjalna Strona Ernesta Brylla




Brygada Kartoflana

4 kwietnia, 2011
Kategorie wpisu: Wspomnienia

Ten wpis ukazał się po raz pierwszy w maju 2001 roku
  
Wracając do wspomnień
  
Było jeszcze specjalne zebranie młodych pisarzy w sprawie pisma.  Wielu z nas na nie nie zaproszono. Potem dowiedziałem się o decyzji o „zakazie pracy w kulturze”. Motywem były ponoć moje orwellowskie poglądy. I tak, bardzo jeszcze wierzący w możliwość naprawy socjalizmu, silną wiarą wielu ludzi z mojego i starszego pokolenia, nagle przesunięty zostałem do komórki wyrzutków.
  
Ale skąd ten orwellizm? No tak, czytywałem Orwella w bibliotece Związku Literatów. Fascynował mnie i wściekał. Szczególnie jego słynny Rok 1984 Dziś, parę lat po tym roku, widzę inaczej i inaczej też patrzę na tę opowieść. Ale wtedy to była wielka nauka. Czytywałem jeszcze innych i snułem koncepcje. Marksistowskie, ale na owe czasy horrendalne. Otóż zacząłem się domyślać, że właścicielem środków produkcji nie jest lud pracujący. Że mamy inny, skryty rodzaj posiadaczy, którzy przywłaszczają sobie wartość dodatkową czyli niezapłaconą wartość pracy robotnika.
  
Kim byli ci posiadacze? A biurokracja partyjna, państwowa. Oligarchowie, którzy udają, że rządzą w imieniu ludu, że nic nie posiadają, bo ich pałace, przywileje to przecież formalnie biorąc własność społeczeństwa. I tak dalej. Dziś to naiwne. Ale zaatakowanie metodą marksistowskiej analizy społecznej ówczesnego państwa totalitarnego nawet w gadaniach małego poety okazało się nie do zniesienia.
  
A ja jeszcze na jakimś wieczorze poetyckim powiedziałem, że Orwell jest świetnym pisarzem. A jeszcze w kawiarni, w Kamiennych Schodkach w czasie innego wieczoru nasz nadworny aktor Wojciech Siemion recytował mój wiersz wymachując krzesłem. Wiersz okropnie młodzieńczy ale jedna prawda z niego wygląda. Prawda beznadziei wsi spółdzielczej.
  
No i zacytowana w wierszu pieśń.
  
Na kapuście drobne liście
Nie daj dupy komuniście
Jak się Stalin o tym dowi
To cię upaństwowi…

  

Może więc to moje wyrzucenie zaczęło kiełkować dużo wcześniej. Jako młody zwolennik socjalizmu, wyznawca tradycji „wiciowej” byłem na tzw „brygadach studenckich”. Rok był chyba 1953.Wyciągnięto nas z akademika o piątej rano. Najpierw zebranie. Miało nam uświadomić co niesiemy na wieś. Były nas tłumy bo wszystkich z akademika ściągnięto. Mieliśmy oto propagować nowy, radziecki siew krzyżowy ziemniaka. Wzmocnić przez ten siew wielokrotnie plony.
  
Ja, wraz z paroma kolegami, mając obycie z kartoflami, zacząłem się delikatnie domagać jakiejś nauki od fachowca agronoma. Ale nasze piski, prezydium zebrania, zbyło z niesmakiem. Za to otrzymaliśmy długi referat o perspektywach socjalistycznej wsi.
  
Referat trzymał bardzo inteligentny kolega. Ale potem dowiedziałem się, że nigdy ze wsią nie miał nic wspólnego. A w ogóle niedawno wrócił z rodziną jako repatriant z Francji, członek Związku Młodych Komunistów Francuskich. Po latach wyrósł z niego dużej klasy uczony. Młot, powiedziałbym, trawestując tytuł starej książki ,na prymitywnych marksoludów. Więc po co wymieniać nazwisko?

Brygada Kartoflana

  
Ale owe sianie krzyżowe kartofli wspomnę. Sadziliśmy dwa dni.
Mieszkanie nasze okropne. Stare zrujnowane chlewnie. Jedzenia prawie nie było. Ubikacja w polu. Woda w rowie.
Nocą zachciało mi się sikać. Stojąc przy wierzbie zobaczyłem, że po naszym, obsadzonym z trudem polu, kicają jakieś postacie. Byli to spółdzielcy pracowicie wydłubujący z ziemi z trudem zasadzone kartofle. Czy nie wierzyli w nowoczesne metody? Czy im w chałupach kartofli brakło?
  
Ale zacząłem edukację. I poczułem jej skutki. Do dziś nie mogę pojąć dlaczego tak mocno (nie tylko ja sam) wierzyłem, że te brednie należy nazwać wypaczeniami. Bo socjalizm Tak a wypaczenia Nie. Bo przecież taki mądry program upadł przez to, że rewolucja bez nowoczesnego przemysłu. W kraju niewolniczo feudalnym. Tak myślałem. Ach, marzyłem z innymi:
  
- Gdyby tak rewolucja wybuchła w Ameryce. To byłby porządnie zorganizowany socjalizm. A tak…
Ciekawe, że nie wpadło nam do głowy czemu mimo wszelkich napięć społecznych, kryzysów i bezrobocia, socjalizm nie stał się w USA. Po prostu nie.
  
Ale na pocieszenie wspomnę, że tym moim złudnym pragnieniem żyje do dziś wielu poetów i artystów w samej Ameryce. A co gorzej, ja dziś rozumiem ich nienawiść do świata reklamy i wolnego rynku. Kiedy po raz pierwszy, już jako 35letni pisarz zobaczyłem Stany Zjednoczone, słuchałem ze zdumieniem jak wyklinali na nadmiar towarów. Na społeczeństwo konsumpcji a nie ducha. Społeczeństwo ducha miało się rodzić u nas.
Ale co ja wtedy wiedziałem. 
Ile tych siewów krzyżowych na moim mózgu sam sobie zasiałem.
  
No, to koniec Wigilii w redakcji. Potem jeszcze trzy, cztery dni głupiego wyczekiwania – może odwołają wszystko. Ale nic takiego się nie zdarzyło. 
Na nasze miejsca miano przyjmować innych młodych pisarzy Pomyślałem sobie, starając się być mężny i szlachetny:
  
- No trudno. Ja jestem skreślony. Nie można dopuścić do tego aby ktoś z kolegów stracił szansę pracy, bo nie zechce zająć stanowiska po wyrzuconym.
  
Wypatrzyłem więc tych, którym ponoć miano złożyć propozycję mojej byłej posady. I chciałem ich uspokoić.
Jeden mieszkał z rodzicami i miał telefon. Dzwonię. Mówię w czym rzecz i zaczynam przekonywać, żeby nie wahał się i brał posadę. Ale orientuję się, że on tam szaleje ze szczęścia.
  
- Mam robotę! Mam etat! – wrzeszczy radośnie do swych domowników.
  
Czy mogę mieć pretensję o taką naukę życia?
Nie mam. Bo może ta wigilia nauczyła mnie odwagi wobec bezrobocia. Spotkało mnie ono jeszcze nie raz. Co więcej, mam naprawdę zapisany w swej psychice strach przed pozbawieniem pracy.
Szczególnie kiedy wyrzucają cię ze zgranego zespołu i interesującej roboty.
  
Ale kiedy potem traciłem chyba najważniejszą w moim życiu pracę i najważniejszych nauczycieli – myślę o likwidacji Zespołu Filmowego Kamera i wyrzuceniu nas a przede wszystkim wyrzuceniu Jerzego Bossaka, to ciężko mi było, ale wiedziałem swoje. Dałem się wyrzucić z porządnymi ludźmi.
  
Bossak, tyle się przy nim nauczyłem. Bo uczył mnie choć byłem niby jego współpartnerem, kierownikiem literackim zespołu. Kiedy myślę o tym bardzo skomplikowanym okresie, to może jednak już jakieś kartofle głupoty w mojej łepetynie przestały kiełkować.
  
O Bossaku i trochę o dziwnym roku 68 w następnym wpisie.




« « Poprzedni:Spotkanie 7 Kwietnia Następny:O ‘Kamerze’ i Bossaku » »



Zostaw Komentarz

*Wymagane pola